Translate

poniedziałek, 31 grudnia 2012

Imagin z Lou part 2

Hej  :)  Dziś sylwester :) uhu nie mam planów hehe nie ma to jak sylwek w domu :)

Em zastosowałam w tekście skrót (m.z.k.p) oznacza ono ( miejsce z którego pochodzisz )  :)

Polecam piosenkę :


   Nieco się przestraszyłam, przez co odruchowo złapałam Lou za rękę.
- Mamo co się dzieje ?
- Tato ...  - wypowiedziała jedno słowo po czym zn  zaczęła płakać
- Mamo powiedz co się dzieje ... Tato jest chory ???
- Miał zawała - wypowiedziała te słowa po czym sie rozłączyła. Bez zastanowienia od razu wtuliłam się w nagą klatkę Lou. Do moich oczu z każdą sekundą napływało coraz więcej słonej cieczy a ciało zaczęło drżeć.
- Lou ja muszę .... - podniosłam się lekko w górę.
- Ciiiiii jutro pojedziemy - przytulił mnie mocniej.
- Lou ale ja ...
- Ciiii - uciszał mnie głaszcząc moje włosy .Spędziliśmy w takiej pozycji resztę wieczoru po czym poszliśmy spać. Rano spakowaliśmy swoje  rzeczy i wyjechaliśmy na lotnisko, uprzedzając wcześniej chłopaków oraz menadżera o zaistniałej sytuacji. Gdy byliśmy już w (m.z.k.p.). Złapaliśmy pierwszą lepszą taksówkę która zawiozła nas pod dobrze znany przeze mnie budynek.  W mgnieniu oka znaleźliśmy się pod salą ojca, zastaliśmy tam prawie zanoszącą się od płaczu rodzinę. Podeszłam do załamanej matki po czym ją przytuliłam. Po niecałych 20 minutach nie ustanego płaczu podszedł do nas mężczyzna w białym fartuchu. Przekazałam nam że ojciec czuję się już lepiej i że możemy go odwiedzić, był tylko jeden haczyk musieliśmy wchodzić pojedynczo. Na szczęście mi i Lou udało się wejść razem. Chciałam żeby się poznali tak na żywo a nie przez internet. Spojrzałam na Louisa który niepewnie wchodził do sali. zatrzymałam go, po czym pocałowałam
- Dasz radę .... nie gryzie - szepnęłam mu do ucha na co zareagował uśmiechem. Po wejściu na salę zauważyłam pielęgniarki, które kręciły się wokół mojego ojca podłączając jakieś kabelki. Usiedliśmy obok jego łóżka po czym złapałam go za rękę. Popatrzył na nas a na jego twarzy zagościł mały uśmiech.
- ( t.i ) - cichy dźwięk wydobył się z jego ust.
- Ciiii odpoczywaj - pocałowałam jego czoło - chce żebyś poznał Lou - spojrzałam na boobeara a potem na tatę - Wiem że już się poznaliście na skype - zaśmiałam się
- Miło mi pana poznać - podał mu rękę, którą po chwili ścisną.
- Mi ciebie też chłopcze - obaj się zaśmieli. Rozmawialiśmy z dobre 15 min aż w końcu nadszedł czas by się pożegnać.
- Nie strasz nas tak więcej - szepnęłam mu do ucha przytulając go.
- Obiecuję -  Uśmiechną się. - Lou opiekuj się moją córeczką, spraw by była najszczęśliwszą osobą na tej ziemi.
- Tato ja już jestem - uśmiechną się
- Przysięgam proszę pana - uścisną mu dłoń
- I nie Pan tylko teściu ok - pogroził mu palcem
- Dobrze - zaśmiał się po czym opuściliśmy pomieszczenie. W ( m.z.k.p.)  zostaliśmy calutkie 3 dni. Codziennie odwiedzaliśmy tatę aż do powrotu do Brytani.

***

" Uroczysty obiad u nas z chłopakami co wy na to "  Tuż po wejściu do domu, Otrzymałam smsa od Den. 
- Den pyta się czy wpadniemy na obiad do chłopaków.
- Odpisz że nie mamy czasu - krzykną z salonu.
- Jak to nie mamy ?? - zaśmiałam się wchodząc do pomieszczenia.
- Ostatnio chyba nam w czymś przerwali co nie ?- przyciągną mnie do siebie namiętnie łącząc nasze usta. 
- Jest 12 mamy czas, obiad nie zajmie nam całej nocy - Zaśmiałam się 
- No dobra może być ... przez te 3 dni stęskniłam się za za nimi. 
- Z Harrym najbardziej co ??? - znowu się zaśmiałam.
- Nie ..... no może troszkę. 
- Osz ty - walnęłam go lekko w ramie 
- To co idziemy ?? - zapytał 
- ok - Odpisałam do Den, nie cała minute później przysłała kolejny z godziną. Spojrzałam na Louisa który właśnie włączał telewizor.
- Co się 
tak patrzysz - zapytał siadając obok mnie.
- Jesteś taki piękny że nie da rady się nie patrzeć - puściłam mu oczko.
- Schlebiasz mi myszko - cmokną mnie w nos. 
- Mamy 2 godziny .... - szepnęłam mu do ucha. 
- Do czego  - uśmiechną się 
- Do tego obiadu .... - znowu szepnęłam przegryzając przy okazji płatek jego ucha.
- I co z tego ??? - także szepną 
- No bo wiesz .... - zaczęłam całować go od ucha po policzek.
- Tak ??? - pocałowałam go. 
- Łazienka jest moja - krzyknęłam wybiegając z pokoju. 
- No chyba nie - zaczął mnie gonić.
- Nie złapiesz mnie - wpadłam do łazienki zamykając za sobą drzwi na klucz.-  I co łyso ??? - zaśmiałam się.  Zaczęłam zmywać makijaż. Usłyszałam że ktoś robi coś z drzwiami. - Lou ??? Co ty robisz ??? - powiedziałam przez śmich podchodząc do drzwi które po chwili się otworzyły. 
- Zna się triki ze śrubokrętem - opar sie o futrynę 
- Dobra dobra a teraz wypad z łazienki chce się wymyć - lekko go wypchnęłam z pomieszczenia.
- Możemy we dwójkę - pocałował mnie 
- Lou !!!!
- Co ???
- Won z łazienki !!!
- Ale ....
- Won !! - zaśmiałam się. Gdy mój chłopak opuścił już pomieszczenie, zrzuciłam z siebie zbędne odzienie i wskoczyłam pod prysznic. Po 30 minutach udałam się do pokoju by wybrać jakiś strój, wygrzebałam z szafy mała czarną , wzięłam kuferek z kosmetykami, po czym poszłam w stronę łazienki.
- W kulki sobie lecisz - walnęłam w drzwi, gdy zauważyłam że Lou zajął mi łazienkę.
- Mówiłaś coś - zaśmiał sie odkręcając wodę.
- Nie idioto - znowu walnęłam w drzwi i wróciłam do pokoju. Tam się przebrałam po czym zrobiłam make-up. Po 20 minutach do pomieszczenia wpadł Lou. Gdy tylko go zobaczyłam od razu rzuciłam w niego poduszką.
- Palant - mruknęłam pod nosem.
- Coś mówiłaś - uśmiechną się
- Nie - Wyminęłam go, wyszłam z pokoju i zaszłam do kuchni. Tam ugasiłam swoje pragnienie sokiem pomarańczowym po czym powróciłam na górę. Wchodząc do pokoju zauważyłam że Lou grzebie coś w  laptopie. Wskoczyłam na łóżko, cmokając go w policzek i położyłam się obok.
- Idziemy ??- zapytałam patrząc w ekran urządzenia na którym widniał twitter.
- Daj całusa a pójdę - Popatrzył na mnie.
- Chodź - wstałam z łóżka
- Nigdzie się nie ruszę dopóki nie dostanę całusa.
- Ok - pocałowałam go po czym weszłam do garderoby, założyłam czerwone szpilki, a do terby powrzucałam najpotrzebniejsze rzeczy i wyszliśmy. No obiedzie bawiliśmy się świetnie. Zayn i Perrie spóźnili  się prawię godzinę, przez co do końca dnia Haz im docinał. Wszystko skończył się tak że z 8 Obecnych tylko ja, Pez i Den trzymaliśmy się na nagach. Gdy ułożyliśmy już cała piątkę do łóżek włączyliśmy sobie jakiś romantyczny film i tak jakoś minęła nam noc. Rano miałyśmy niezły przypał z ogarnięciem tych debili, ale jakoś sie udało. =)

\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\

Ta da  =) jak wrażenia   ???  Kumpela mi mówiła że za słodko w nim ale ok hehe Mam nadzieję że sie miło czytało



                  Czytasz Komentuj <3 -------------->


8 komentarzy:

  1. Fajny i bardzo bym chciałam żebyś pisała takich więcej... :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Naprawdę boski :) Ja tam nie lubię smutnych imaginów ;) Ten jest idealny !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz racje. Takie są najlepsze! :* + świetnie piszesz Aguś! :*

      Usuń
    2. Dzięki to milutkie ... <3 <3

      Usuń
  3. Szczęście, że nie smutny (nie lubię smutnych), ale zarąbisty to on jest.! :)) =D

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubie takie !! A po za tym zajebiste ;**

    OdpowiedzUsuń

Każdy ślad zostawiony przez ciebie w formie komentarza, zawsze wywołuje na mojej twarzy uśmiech :)

Kocham was! <3